Dawid Podsiadło – Comfort And Happiness [RECENZJA]

Muszę się do czegoś przyznać już na samym początku. Nie mogłem znieść Dawida Podsiadły. Nienawidzę Małomiasteczkowego. Jak widzę teledysk do Trójkątów i Kwadratów to dostaję oczopląsu i idę do kuchni po wodę. Każdemu, kto się nim zachwycał, patrzyłem się na uszy i zastanawiałem się, czy aby na pewno poprawnie działają. Co się więc stało, że zdecydowałem się zrecenzować muzykę kogoś tak dla mnie nieznośnego? Mogę rzec, że ostatnimi czasy przełamuję swoje własne ograniczenia i staram się wyznawać zasadę, że póki nie doświadczę, to nie ocenię. Dedykuję tę recenzję też moim drogim koleżankom – Julce K. i Patrycji B. – które są zapewne niezmiernie szczęśliwe i podniecone faktem, że sięgam w kierunku tego wykonawcy. A więc sięgnąłem, zobaczyłem, posłuchałem i jaki jest tego rezultat?

Może nie zacznę w takiej kolejności, w jakiej powinienem, ale ta recenzja jest specyficzna, więc pieprzę kolejność. Jestem zakochany w tekstach. A w każdym razie mocno zauroczony. W końcu nie widzę karkołomnych zlepków słów udających zdania mające sens; w końcu nie widzę w pocie czoła wymyślanych metafor, mających robić za ambitne; i w końcu tekst idealnie zgrywa się z muzyką, przez co wszystko całość to seks dwojga ludzi, a nie onanizujący się partnerzy – każdy osobno po swojej stronie łóżka. Takie cuda to mogę ja napisać w swoich wierszach, czy każdy inny poeta, ale gorzej jak taka tendencja pojawia się w piosenkach. Przekombinowanie wychodzi niejednokrotnie na niekorzyść wykonawcy, a tu tego nie ma i ja za to Dawida bardzo szanuję, doceniam i polecam. Dodatkowo większość tekstów napisanych jest w języku angielskim, zatem dodatkowy szacunek, że w obcym języku udało się stworzyć coś takiego.

Przejdę do muzyki. O Trójkątach i Kwadratach wspomniałem już w odniesieniu do teledysku, ale muzycznie też nie jestem zachwycony. Irytujące cymbałki, mierny refren i całość mająca być taka bardzo w stylu indie, tylko że, moim naprawdę dziś nieobiektywnym zdaniem (czy obiektywizm w recenzjach w ogóle istnieje?), wszystko to jest ciężkie jak kisiel o poranku. Takim samym kisielem zajeżdża od singlowego No, którego już za teledysk jestem w stanie tolerować, muzycznie też już trochę bardziej, ale na dłuższą metę to bym deportował w trybie natychmiastowym.

Za to początek płyty jest bardzo elegancki i przyjemny. And I, które na początku miało w ogóle nie znaleźć się na krążku, to idealne balladowe rozpoczęcie muzycznej podróży. Smutno, trochę pesymistycznie i bardzo magicznie. Tak to podsumuję. !H.a.p.p.y.! jest nudne jak makaron z serem, ale któż nie lubi makaronu z serem? Nie przeszkadza mi to, niech sobie leci w tle.

Jeśli bym dla nieznajomego człowieka miał polecić jedną piosenkę Dawida Podsiadły, byłby to właśnie Nieznajomy. Napięcie jakie jest budowane w tym utworze, dramaturgia, jakaś lekka teatralność, ale nie manieryczność, poraża swoim geniuszem. Kiedy słyszę, jak za oknem szarość wchodzi w czerń, a ściany się burzą, szyby pękają na raz to zapominam o tym, że ta sama osoba zrobiła Trójkąty i Kwadraty. Ja mogę się zanurzyć w tej historii Nieznajomego i nie wypływać z niej przez długi czas.

Elephant to już indie w lepszym wydaniu. Nie pachnie kisielem, zahacza o dobry budyń. Na dodatek czekoladowy. Kolejną ucztą, tym razem bardziej obiadową aniżeli deserową, jest Vitane. Jeśli miałbym się czymś najeść, to byłby to zdecydowanie ten utwór. Refren syci mnie na długo, a zwrotki smakują wybornie. Za takie dania kocham muzykę.

I’m Searching to zaś piosenka, która opowiada o bólu, jaki idzie krok w krok nierozerwalnie z dorastaniem; o tym, że nadchodzi moment, kiedy już sami siebie nie poznajemy, gdy spojrzymy we własne lustro; o tym, że wraz z naszą młodością zostawiamy za sobą niewinność, piękno, a  tym samym kicz, jaki jest przypisany latom dzieciństwa. Jest to niezwykle bliski dla mnie utwór  ze względu na warstwę liryczną, która jest cholernie szczera. Cholernie bolesna. Tak samo bolesny i mocny jest Bridge, opowiadający o niedojrzałym emocjonalnie mężczyźnie, który popełnił w przeszłości wiele błędów, a teraz próbuje naprawić to, co już tak naprawdę jest nie do naprawienia. Codzienność. Błędy nie do naprawienia, mosty nie do przejścia to chleb powszedni nas – ludzi. Ja proszę o więcej takich piosenek, od których bije bezozdobnikowa bezpośredniość. Nie trzeba skomplikowanych środków stylistycznych, by wyrazić to, co jest proste jak bułka z masłem.

No Part II to, jak sama nazwa wskazuje, druga część nieszczęsnego No, która jest już lepsza od swojej poprzedniczki o stokroć. Tak jak już wspomniałem odnośnie Elephant, jest to kawał dobrego indie. Bez kującej w uszy linii melodycznej i na wpół fajnego, a na wpół jarmarcznego refrenu. Tutaj wszystko jest fajne. Jarmark zamknięto. Cały zaś album zamykają angielskie wersje Nieznajomego i Trójkątów i Kwadratów. Nie będę się drugi raz rozwodził nad czymś, co po prostu zmieniło język. Moje zdanie wobec obu utworów tak po polsku, jak po angielsku, pozostaje niezmienne.

Jestem naprawdę zaskoczony. Zaskoczony samym sobą. Zaskoczony, że ta płyta mi się naprawdę spodobała. Niektóre piosenki nawet zdarzyło mi się kilka razy zapętlić. Jakby wyrzucić dwa potworki, to uznałbym, że to małe arcydzieło polskiego przemysłu muzycznego. Za takie zresztą zostało poniekąd uznane, jako że w 2014 roku Comfort And Happiness zdobyło Fryderyka. Cóż mogę więcej dodać? Ten tytuł jest trochę paradoksalny. Tyle na tej płycie komfortu i szczęścia, co na miesięcznicy smoleńskiej. Nie jest mi z tego powodu smutno. Lubię paradoksy. A ta płyta trochę takim jest.

 

PS. Małomiasteczkowego w dalszym ciągu nie znoszę 🙂

Podsumowanie

Muzyczne symfonie: And I, Nieznajomy, Vitane

Liryczne poematy: cały album jest na równym, dobrym poziomie pod względem tekstowym

Muzyczne dysharmonie: Trójkąty i Kwadraty, No

Liryczne dramaty: brak

Ogólna ocena albumu: 8,0/10

Reklamy

11 myśli w temacie “Dawid Podsiadło – Comfort And Happiness [RECENZJA]

  1. A ja lubię „Małomiasteczkowego”. Co do tej płyty to ja też byłem uprzedzony. Zarówno „Trójkąty i kwadraty” jak i „No” są okropne, jak polskie radio puszcza coś Dawida Podsiadło to właśnie te piosenki. Uprzedzenie przeszło mi po tym jak usłyszałem „Nieznajomego” w wersji Tulii oraz po Twojej recenzji.

    Polubione przez 1 osoba

  2. A ja kiedyś nawet słuchałem „Trójkąty i kwadraty” i miałem moment, że mi się podobały.

    Ale co do „Małomiasteczkowego”, to no comment 😉

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam też do siebie na nowy wpis 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Jak na razie to jedyna płyta Dawida, którą przesłuchałam i uważam, że jest przereklamowana. Mocno się wynudziłam i oprócz singli do niczego nie wracam. Może pewnego dnia siądę jeszcze raz i mi się wreszcie spodoba?
    Pozdrawiam. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s