Thomas Azier – S t r a y [RECENZJA]

Przedstawiłem wam już kiedyś Thomasa Aziera i jego czerwoną muzykę. Rozwodziłem się nad tym, jak niesprawiedliwe jest to, że o niektórych, choćby tworzyli sztukę najwyższych lotów bądź trochę niższych, ale dosyć ambitną, nigdy nie będzie głośno z różnych względów. Cóż, od wydania Rouge minął rok i nic się w tej materii nie zmieniło. Za to pojawiła się EPka o prostej nazwie  S t r a y.  Znajdują się na niej cztery piosenki. Okładka, tak jak w przypadku Rouge, prosta, ale efektowna. Nie ma już śladu po czerwieni. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Czy po czterech numerach można już stwierdzić jakiś nowy kierunek w muzyce Aziera?

Wciąż słychać idealnie zrównoważone połączenie nowoczesnej muzyki elektronicznej z francuską, melancholijną melodyjnością i dramatyzmem. Echoes, które otwiera wydawnictwo, zawiera w sobie elementy indie-rocka, elektroniki oraz bardzo eleganckiego synth-popu. Głos Aziera jest tutaj przerobiony i lekko stłumiony, co sprawia wrażenie, jakbyśmy słuchali jakiejś kompozycji sprzed trzydziestu lat, tylko w nowoczesnym wydaniu, co słychać szczególnie w zwrotkach. White Horses jeszcze bardziej wprowadza nas w to cięższe brzmienie z lekko rockowym zabarwieniem.  Jest to też piosenka z najmniej ciężkostrawnym znaczeniowo tekstem, bo mówi o starym, dobrym seksie. Podmiot liryczny razem ze swoją ukochaną porównuje się do białych koni, które galopują na oślep. On chce szybciej, ona jest wolna, no i co z tym fantem zrobić? Słuchając tego utworu przychodzi mi trochę na myśl twórczość Depeche Mode, jeśli chodzi o zabarwienie muzyczne.

The Girl Beneath A Lion oraz Color! Color! to dwa numery, które idealnie pasują mi do klimatu Rouge. Nie słychać już gitar ani bębnów. Tekstowo o wiele bardziej filozoficznie i dekadencko. Pierwszy z utworów muzycznie stanowi to, co uważam, że powinna zawierać sobie nowoczesna muzyka popowa. Końcówka rozwala wszystko. Kocham taki klimat. Zmiana tempa z powolnego na dynamiczne, głęboki, ale nie wydzierający się wokal, napięcie, które rośnie i opada. I nie jest to wcale ciężka alternatywa. Takie utwory powinny być puszczane w stacjach radiowych i telewizyjnych.  Drugi numer to już typowa ballada. Chociaż czy typowa? Gdy słucham Color! Color! czuję się trochę jak w burzowy dzień, kiedy niebo kąpie się w błyskawicach, a wiatr szaleje między drzewami, a w tym wszystkim próbuje się znaleźć jakieś piękno. Kolor. Barwy życia. Szczęście, którego wszyscy szukają, ale jest ono niedostępne. Na pierwszy rzut oka jest to rozpaczliwa konfesja na temat beznadziejności życia i powielaniu tych samych błędów, wracania do punktu wyjścia. Ale w tej beznadziejności są te kolory, które stanowią światło na tle ciemności, czynią ją piękną. Taka jest moja interpretacja tej piosenki, która, nota bene, jest moją ulubioną pozycją na S t r a y. Idealnie zamyka ten krótki krążek. Być może bije od niej pesymizm, ale według mnie jest też pełna nadziei. W sumie jedno z drugim się czasem wiąże.

Okładka, na której znajduje się Thomas w niebieskiej marynarce z białą twarzą, idealnie oddaje to, co zostało przekazane lirycznie na płycie. Niewiadomą. Zostawienie ech przeszłości za sobą (Echoes), bycie na rozdrożu, zmianę twarzy ze starej na nową. Moment graniczny. Poszukiwanie kolorów, które tę pustkę wypełnią (Color! Color!). Obraz ten sam w sobie pozostawia dużo miejsca na interpretację, co nadaje tej EPce wspaniałego klimatu. Razem z tytułem, który oznacza osobę bezdomną, zabłąkaną, błądzącą, mówi tak naprawdę, o czym jest ta muzyka. O błądzeniu. Przestrzeni na to, by szukać i błądzić.

Zdaję sobie sprawę, że tego typu recenzje nie dotrą do szerszej publiki, bo mało kto wie, kim jest postać, o której muzyce piszę, ale uważam, że trzeba doceniać dobrą, offową sztukę. Ani za rok, ani znając życie za dwa, nie usłyszycie w Polsce o Thomasie, ale ten, kto jest ciekawy, niech posłucha jego świata. Bo muzyka to świat innych ludzi, do którego każdy ma dostęp. Zachęcam też do zapoznania się z recenzją Rouge, którą opublikowałem rok temu. Tymczasem życzę wam wspaniałych, muzycznych wrażeń!


 

W przypadku tej recenzji nie będzie tradycyjnego podsumowania, jako że jest to EPka. Zresztą wnioskując po moich zachwytach, można przewidzieć, jaka by to była cyferka 😉

Reklamy

12 myśli w temacie “Thomas Azier – S t r a y [RECENZJA]

  1. Mało słucham off topowej muzyki, ale to dlatego, że często brak mi czasu na przesłuchanie i wyszukiwanie tych artystów. Zachęciłeś mnie aby sięgnąć po Thomasa Aziera, bo z tego co piszesz, klimat muzyki elektronicznej z lekką melancholią to coś w moim guście 🙂 dzięki!

    Polubienie

    1. No niestety tak to jest, że żeby znaleźć coś ciekawego, to trzeba się nieźle naszukać, bo w mainstreamie się tego nie znajdzie. Ale zawsze warto! 🙂

      Polubienie

  2. Szybciutko sprawdziłem sobie na youtubie, jak brzmi muzyka opisywanego artysty, bowiem pierwszy raz o nim słyszę. Jego piosenki brzmią ciekawie, ale nie jest to rodzaj muzyki, którą lubię słuchać na co dzień.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s