Camila Cabello – Camila [RECENZJA]

Kto z was nie nucił sobie jakże chwytliwego Havana, ooh-na-na? Ten, kto choć od czasu do czasu włącza odbiornik radiowy bądź telewizyjny, musiał się natknąć na Havanę. Choć kawałek ten jest typowo wakacyjny, został wydany dopiero 8 września. Mimo to zdobył sympatię całego świata i stał się wałkowany niczym ciasto na święta aż do obrzydzenia. Jego wykonawczynią jest Camila Cabello, która jeszcze jakiś czas temu była jednym z ogniw girlsbandu o jakże ambitnej  nazwie Fifth Harmony. Postanowiła jednak z niego odejść i, jak się okazuje, aż do teraz jej się za to obrywa od dawnych koleżanek z zespołu. Czy słusznie? I czy sama Camila podwyższyła poprzeczkę muzycznemu przemysłowi swoją debiutancką płytą?

Po Crying In The Club (które niestety nie znalazło się na krążku) i chwytliwej, latynoskiej Havanie liczyłem, że odpowiedź na powyższe pytanie będzie twierdząca. Ale jak mówi stare polskie przysłowie: nie oceniaj książki po okładce, a w tym przypadku nie oceniaj albumu po jednym singlu. Już z początku uderza marne, irytujące Never Be The Same, którego refren przyprawia mnie o mdłości (mówię szczerze, siedziałem i jakoś mi się niedobrze zrobiło), a linia melodyczna mogłaby być częścią jednego z pierwszych albumów Demi Lovato. Zacząłem się wówczas poważnie martwić, ale nie spisałem na straty reszty albumu. No to co czeka nas dalej? All These Years, które, na szczęście, trochę oczyszcza uszy z kacu po swoim poprzedniku. Delikatne, minimalistyczne i całkiem przyjemne w odbiorze, choć nie zachwycałbym się też jakoś mocno, gdyby nie to, że utwór ten stanowi swego rodzaju odtrutkę po tym, co było wcześniej. She Loves Control, które zawiera w sobie już skrawki latynoskiej muzyki, również ani nie ciepli, ani nie chłodzi. Ot, po prostu sobie jest i spoko, po tym, jak się kończy, spokojnie można by było zapomnieć o tym numerze.

Na Havanie zatrzymam się na nieco dłużej. Ta piosenka mogła wyznaczyć Camili pewien kierunek, w którym powinna podążać jak ćma za światłem. Chociaż powoli mam już dosyć tej piosenki, bo została przemielona przez stacje wzdłuż i wszerz, to uważam, że tak powinna brzmieć muzyka Cabello. Powinna łączyć wpływy reggae, hip-hopu z nowoczesną muzyką latynoską, a to wszystko podane w ładnym, pachnącym popowo-mainstreamowym opakowaniu. Co warte nadmienienia, producentką tego utworu jest niejaka Starrah, która obecnie pracuje z Madonną nad jej nowym wydawnictwem i która maczała paluszki w osławionym Swish Swish Katy Perry. Przy następnej płycie Camila powinna jeszcze trochę z nią powspółpracować, bo sądzę, że na dobre by jej to wyszło.

 

A teraz będzie szło ku coraz gorszej tandecie. Inside Out (ten tytuł jest już jakiś za bardzo oklepany, mam wrażenie) jest tak mydlane, tak cukierkowo nudne, że czuję się zażenowany, słuchając tej kompozycji. Od razu na myśl przychodzi mi wczesna twórczość Rihanny, a i ta była lepsza niż to, co prezentuje pani Cabello. Nie inaczej jest przy Consequences – (przy)wolnej balladzie, która nie wzbudza we mnie żadnych emocji poza poczuciem odgrzewania średniej wielkości muzycznego kotleta. Do tego zacnego grona kotlecików dochodzi Real Friends, które jest trochę słabszym fizycznie kolegą All These Years. Następne trzy tracki zlewają mi się w jedno, więc nie będę się nad nimi dłużej rozwodzić, bo nie ma to sensu. Po prostu pozycje do przejścia. Na koniec Camila uraczyła nas radiową wersją Never Be The Same (to było dla mnie naprawdę zbyt wiele drugi raz przez to przechodzić).

Nabieram powietrza. Staram się spojrzeć na ten krążek z szerszej perspektywy. Camila ma dopiero 20 lat, dopiero co uwolniła się z sideł girlsbandowej mocy i jestem w stanie to zrozumieć. Debiuty potrafią być albo za dobre, po czym trudno je przebić następnymi krążkami, albo po prostu mierne, ale stanowią jakiś punkt wyjścia do następnych kroków na artystycznej ścieżce. Tymi punktami w przypadku Camili powinna być zdecydowania Havana i może All These Years w swojej minimalistycznej formie. Co do reszty, radziłbym wyciągnąć wnioski i popracować nad czymś, co zacznie stanowić camilową niszę, a nie radiową paszę (choć moim zdaniem i do radia z tym to nie za bardzo). Życzę młodej wokalistce powodzenia i tyle ode mnie.

Podsumowanie

Muzyczne symfonie: Havana

Liryczne poematy: nie ma tu co mówić o jakiejkolwiek poezji

Muzyczne dysharmonie: Never Be The Same, Inside Out, Consequences, Real Friends, Something’s Gotta Give, In The Dark, Into It

Liryczne dramaty: całość stoi na jednym, równym, średnio-płytkim poziomie

OGÓLNA OCENA: 3,0/10

Reklamy

3 myśli w temacie “Camila Cabello – Camila [RECENZJA]

  1. Nawet nie wiedziałam, że już jest płytka i po tym, jak zawsze nucę przez pół dnia Havanę, gdy tylko usłyszę gdziekolwiek w radio, w życiu nie zgadłabym, że reszta jej piosenek to taka miernota. No cóż… rzeczywiście nie oceniaj po okładce tutaj sprawdza się idealnie.
    Świetna recenzja! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s