Brodka – Clashes [RECENZJA]

Granda była przełomem w karierze Brodki. Przełomem, ale jeszcze nie czymś na tyle rewolucyjnym, co umożliwiłoby nazwanie jej pełnoprawną artystką. Od Grandy upłynęło 6 lat – dosyć spory szmat czasu. Rihanna w ciągu 6 lat wydała 5 albumów (lepszych bądź gorszych), Lady Gaga 4, a Brodka w tym czasie jeździła po świecie, grała koncerty i dopieszczała swoje nowe muzyczne dziecko, którego stylistyka była niemożliwa do przewidzenia. Album był nagrywany w Stanach, co czuć od pierwszych dźwięków. Clashes. Tytuł już mówi sam za siebie, jaka jest nowa muzyka Moniki. Dźwięki -surowe, eteryczne, głośne, przeszywające na wskroś – wszystkie one tworzą muzyczną armię zderzającą się ze sobą w każdej z piosenek. Gama instrumentów użytych na krążku jest obszerna i różnorodna. Stylistycznie trudno sklasyfikować Clashes. Jest to kawał mrocznej materii, zaczerpniętej ze średniowiecznych kościelnych murów, pogrzebowych pieśni czy punkowej sceny z lat 70. Niektórzy twierdzą, że Brodka od teraz jest gwiazdą indie, z czym ja absolutnie się nie zgadzam. Biorąc pod uwagę różnorodność materiału jest to raczej retrospekcja muzyczna, ukazująca eklektyczny zestaw dźwięków, które razem tworzą jedno dzieło sztuki. Mamy typowe dla epoki baroku organy, niepokojące, mrożące krew w żyłach wokalizy, brudne gitary – istny muzyczny melanż.

Mirror Mirror subtelnie wprowadza nas w krainę Brodki. Klimat niczym z horroru, tajemniczo śpiewane frazy – magia! Nieco lżejszym, singlowym numerem, jest następne Horses. Bardzo przyjemny, ognisty  numer, trochę w klimacie indie-rockowym, ale nie do końca. Później mamy przyjemność obcować z prawdziwym listem do samej śmierci, czyli Santa Muerte. Spokojne brzdęki gitar w zwrotkach budują napięcie, które, osiągając punkt kulminacyjny w pre-chorusie,  rozpręża się podczas refrenu. Szkoda, że utwór ten, do którego z resztą nagrano bardzo ciekawy teledysk, nie zyskał większego rozgłosu. Następne pozycje to wypełniony bębnami i instrumentami dętymi Can’t Wait For War, podobne do Horses Holy Holes, tylko z nieco mocniejszymi zwrotkami, delikatne, trip-hopowe Haiti, i sakralne Funeral. Wszystkich tych czterech ostatnich piosenek słucha się tak, jakby tworzyły jedno. Świetnie się ze sobą łączą, dając efekt odprężenia i umożliwiając odlecenie w dalekie krainy ludzkiego umysłu (naprawdę, ten album skłania do niezłych refleksji, szczególnie słuchany w nocy).

brodka_news
Fot. Spidersweb

Chwilę później słyszymy dwa utwory, które odbiegają od wyżej wspomnianego metafizycznego klimatu i na chwilę sprowadzają nas na ziemię – Up In The Hill i My Name Is Youth. Jest to hołd dla punku i brzmienia rockowego z lat 70. Pierwszy numer jest utrzymany jeszcze w lżejszym klimacie, zaś drugi, który w warstwie tekstowej jest dość ubogi, a długością także nie grzeszy, jest już całkowitym, muzycznym chaosem, przez który przedziera się głos Moniki wychwalający młodość i piękność (cóż, któż by nie chciał być wiecznie młody?).

I na koniec moja ulubiona część ClashesKyrie, Hamlet i Dreamstreamextreme. Wszystkie trzy razem stanowią dla mnie kwintesencję tego, co najbardziej kocham w tej płycie. Przerażające wokalizy w Kyrie, czarodziejska atmosfera Hamleta i wilcza aura Dreamstreamextreme, które jednocześnie zakańcza album w piękny, melancholijny sposób.

Zaletą wydawnictwa jest jego długość. Nie jest to długi krążek. Trwa akurat w sam raz – na tyle, by wprowadzić słuchacza w swoje oblicze i na tyle, by go nie znużyć. To samo było przy Grandzie. Była on point. To się ceni.

Liryczne tło Clashes to w większości osobiste przeżycia Brodki ubrane w poetyckie, zawiłe metafory (no, poza  nieszczęsnym My Name Is Youth!). Tutaj znowu ostatnie trzy piosenki biją wszystko na głowę. Ostatni fragment Dreamstreamextreme udowadnia, że Monika poza słowem śpiewanym jest również świetną tekściarką.

Nie wiadomo, kiedy teraz będziemy mogli się spodziewać kolejnego wydawnictwa Brodki. Jednak jeśli ma być ono tak mocnym progresem jak Clashes, to można zaczekać i kolejne 6 lat. Monika udowadnia, że nie liczy się ilość, ale jakość. Na pewno kolejny album będzie inny. Czuję to w kościach. Znowu zaskoczy nas nowym brzemieniem, nową stylistyką, nowym wizerunkiem (choć ogolona głowa jakoś do mnie nie przemawia). Jest to pozycja, którą bez wątpienia mogę nazwać jedną z tych gustotwórczych, które pozostają w pamięci człowieka na bardzo długi czas.

AFPHOTO_Magda_Wunsche_Aga_Samsel_Portrait_Celebrities_Brodka_4
Fot. Afphoto

Podsumowanie

Muzyczne symfonie: Mirror Mirror, Santa Muerte, Kyrie, Hamlet, Dreamstreamextreme, Horses

Liryczne poematy: Horses, Hamlet, Dreamstreamextreme

Muzyczne dysharmonie: My Name Is Youth (nie jest to zła piosenka, ale jednak coś w niej zgrzyta)

Liryczne dramaty: My Name Is Youth

OGÓLNA OCENA ALBUMU: 9,0/10

 

Reklamy

9 myśli na temat “Brodka – Clashes [RECENZJA]

  1. Uwielbiam ten album, w przeciwieństwie do poprzednich wydawnictw Brodki. „Clashes” opowiada jedną historię, podoba mi się, że utwory ze sobą współgrają. Czasami kontrastują, innym razem przechodzą płynnie, jednak jeśli się spojrzy z pewnej odległości jest to jedna historia. Zdecydowanie warto było czekać!
    Ola z Muzycznej Listy

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s